OTKA

Przedstawiam naszą nową qnię- w papierach ma imię Otylia, w Klubie Wiejskim Wilczeniec w Łomiankach była nazywana Orsza, ponieważ obie te nazwy nie do końca się nam podobają, myślimy nad jakimś innym imieniem oddającym jej urodę i wdzięk. Jest to piękna klacz 7 letnia, niezbyt duża. Jej historia opwiedziana mi przez prezesa Wilczeńca jest taka: od hodowcy kupił ją kaskader, który doprowadził klacz do takiego stanu, że atakowała go zębami i kopytami. Kaskader sprzedał ją panu, który niestety nie umiał sobie poradzić z tą traumą końską, więc po paru latach odstawienia konia od rekreacji postanowił się z nią rozstać. Moja córcia wraz z Różą Dominik, czyli moją uczennicą chciały ją kupić, ale Róża też nie wytrzymała skulonych uszu i nadstawionego zadu. No i tak trafiła na mnie. Pierwszy kontakt w boksie to było dziabnięcie w klatę. Tzn ona mnie dziabnęła i tak się tego przestraszyła, że uciekła w najdalszy kąt boksu. Zamiast z agresją spotkała się ze spokojem, łagodnym głosem i pokazaniem, że w moją przestrzeń się nie wchodzi. Wygłaskałem, przytuliłem i na drugi dzień rano pobawiliśmy się chwilę z ziemi. Potem było ponad godzinę zachęcania konia do wejścia do koniowozu i myślę, że właśnie ten czas spędzony na pokazaniu, że koniowóz nie gryzie i że koń nie jest tam wciskany na gwałt, to był przełom. 8 godzin w trasie, wejście do nowego boksu- zajęło nam 10 minut. Mała pokazówka zębów przy dawaniu owsa- wystarczył magiczny palec, żeby się odsunęła, chwila na pokazanie czyje jest żarcie, po czym zaproszenie do żłobu. Dziś już odchodziła na pokazanie palcem, czekała, może nie do końca grzecznie, bo uszy skulone i widać złość, ale wytrzymała. Na ujeżdżalni aniołek, na wybiegu sama przyszła bez kulenia uszu, dała się wziąć za kantar i poprowadzić do stajni.

Zima przyszła

No to mamy zimę 2020/21

Wirtualne wodze w terenie

W roli głównej klacz Muza- koń bardzo elektryczny i nerwowy, ale też bardzo chętny do współpracy i szukający oparcia w człowieku. Pokazuję co można uzyskać bawiąc się z koniem w oparciu o dobrze zbudowane relacje.

Nikogo nie zmuszamy, ani nie namawiamy, żeby jeździć w ten sposób. Pokazujemy tylko, że jest to możliwe.

wirtualne wodze

Jeśli chcecie po prostu powłóczyć się z nami konno po górach, to oczywiście nie ma problemu- większość ludzi przyjeżdża do nas właśnie po to 🙂

My lubimy się bawić z końmi, odkrywać coraz większą lekkość działania i czułość reakcji na nasze sygnały, dążymy do zminimalizowania fizyki, a w zamian maksymalnego użycia psychiki, myśli i porozumienia mentalnego.

Podczas turnusów proponujemy ( ale nikogo nie zmuszamy)

– nauka sygnałów i gestów w komunikacji z końmi

– praca z ziemi – jak zbudować więź z koniem opartą na wzajemnym zaufaniu i szacunku; habituacja – jak wytrenować odważnego wierzchowca

-ćwiczenia doskonalące dosiad i równowagę

– trening na wolności – z ziemi i w siodle (cordeo) na ujeżdżalni lub na roundpenie ( tylko dla chętnych)

Nauczycie się jak w sposób ufny, lekki i bezpieczny rozwijać swoje umiejętności w świecie jeździeckim, budując przy tym przyjaźń, zaufanie i szacunek ze swoim koniem.

staramy się dopasować konia dla każdego uczestnika naszych turnusów

Zajęcia staramy się dopasować do poziomu grupy, w przypadku dużych rozbieżności dzielimy grupę na podgrupy.

Każdy koń ma swój dopasowany sprzęt, ponadto liny treningowe i kantary sznurkowe można u nas kupić.

Dla zachęty- co można osiągnąć używając pomocy wirtualnych:

ferie w siodle

Zapraszamy do spędzenia czasu z naszymi końmi, mamy nadzieję, że mimo wszystko będziemy otwarci w ferie szkolne.

Zapraszamy także gości, którzy nie będą u nas mieszkali, na jazdy w terenie codziennie w godzinach 10-13 lub do uzgodnienia telefonicznie.