w końcu jest zima

Z opóźnieniem, ale w końcu przyszła do nas zima. Poza tym, że trzeba odśnieżać, stwarza to możliwości jazdy konnej, nart zjazdowych i biegówek, a poza tym jest pięknie i konie wreszcie są czyste.

Pierwszy samodzielny teren Otki

6.01.2021 Otka poszła w swój pierwszy samodzielny teren- byliśmy w rzece, ślizgaliśmy się w błocku podchodząc pod górkę i schodząc z niej, cioraliśmy się po krzakach. Dwa razy stanęła odmawiając dalszej podróży, ale po chwili zastanowienia jednak ruszyła dalej. Widziała mnóstwo straszliwych strachów,które nie były straszne, kiedy szła w zastępie. Niemniej dała radę i jestem z niej bardzo dumny. Potem jeszcze chwilę bawiliśmy się na ujeżdżalni- bez problemów.

taka zima

Jakoś na razie Pani Zima robi nas w konia, a konie bawią się w błotniarki. Nowy rok przywitał nas mrozkiem i śniegiem, ale wystarczyło tego na zaledwie 2 dni. Wyłapujemy każdą poprawę pogody, żeby pobawić się z kopytnymi.

OTKA

Przedstawiam naszą nową qnię- w papierach ma imię Otylia, w Klubie Wiejskim Wilczeniec w Łomiankach była nazywana Orsza, ponieważ obie te nazwy nie do końca się nam podobają, myślimy nad jakimś innym imieniem oddającym jej urodę i wdzięk. Jest to piękna klacz 7 letnia, niezbyt duża. Jej historia opwiedziana mi przez prezesa Wilczeńca jest taka: od hodowcy kupił ją kaskader, który doprowadził klacz do takiego stanu, że atakowała go zębami i kopytami. Kaskader sprzedał ją panu, który niestety nie umiał sobie poradzić z tą traumą końską, więc po paru latach odstawienia konia od rekreacji postanowił się z nią rozstać. Moja córcia wraz z Różą Dominik, czyli moją uczennicą chciały ją kupić, ale Róża też nie wytrzymała skulonych uszu i nadstawionego zadu. No i tak trafiła na mnie. Pierwszy kontakt w boksie to było dziabnięcie w klatę. Tzn ona mnie dziabnęła i tak się tego przestraszyła, że uciekła w najdalszy kąt boksu. Zamiast z agresją spotkała się ze spokojem, łagodnym głosem i pokazaniem, że w moją przestrzeń się nie wchodzi. Wygłaskałem, przytuliłem i na drugi dzień rano pobawiliśmy się chwilę z ziemi. Potem było ponad godzinę zachęcania konia do wejścia do koniowozu i myślę, że właśnie ten czas spędzony na pokazaniu, że koniowóz nie gryzie i że koń nie jest tam wciskany na gwałt, to był przełom. 8 godzin w trasie, wejście do nowego boksu- zajęło nam 10 minut. Mała pokazówka zębów przy dawaniu owsa- wystarczył magiczny palec, żeby się odsunęła, chwila na pokazanie czyje jest żarcie, po czym zaproszenie do żłobu. Dziś już odchodziła na pokazanie palcem, czekała, może nie do końca grzecznie, bo uszy skulone i widać złość, ale wytrzymała. Na ujeżdżalni aniołek, na wybiegu sama przyszła bez kulenia uszu, dała się wziąć za kantar i poprowadzić do stajni.

Zima przyszła

No to mamy zimę 2020/21